Czy granulat* może być podstawą diety żółwi wodno-lądowych? 20 pytań i odpowiedzi… lub żywieniowe fakty i mity.


Posiadacze żółwi dzielą się na dwie kategorie – uważających, że gotowe pokarmy mogą stanowić podstawę żywienia żółwi, i tych, którzy uważają, że gotowe karmy powinny być co najwyżej dodatkiem do diety naturalnej (w mojej opinii pseudo naturalnej). W ekstremalnych przypadkach dochodzi do całkowitego zaprzeczenia sensowności używania karm pełnoporcjowych.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Od ponad 20 lat zajmuję się żółwiami. W tym czasie wiedza na temat żywienia tej grupy zwierząt zwiększyła się w znaczący sposób. Kilkanaście lat temu sam starałem się żywić żółwie w sposób zbliżony do naturalnego, jednak w ostatnich latach praktycznie od tego odszedłem. Dlaczego? Ponieważ obecnie karmy dostępne na rynku są zupełnie innej jakości niż było to kiedyś. W tej chwili jestem w stanie bez problemów dopasować gotowe pokarmy do potrzeb gatunków, które utrzymuję, co przetestowałem wielokrotnie, a żywym potwierdzeniem tego stają się żółwie, które odchowuje niemalże od wyklucia z użyciem “granulatów” a obecnie one same przystępują do lęgów – dla mnie to jest wręcz niezbijalny argument.

Jednak dla wieloaspektowego wyjaśnienia tego tematu (mogącego budzić kontrowersje) odpowiedzmy sobie na postawione w tytule wpisu 20 pytań.

1. Czy karma gotowa może być postawą diety żółwi?

Tak, może – w szczególności dla żółwi młodych, szybko rosnących, które są najbardziej wrażliwe na błędy hodowcy. Należy się nim jednak w sposób umiejętny posługiwać – o tym jak – napiszę w dalszej części.

2. Dlaczego warto stosować gotowe pokarmy dla żółwi?

Ponieważ są znacznie lepiej zbilansowane niż diety pseudo naturalne – ich skład jest dobrany tak, żeby spełniać potrzeby pokarmowe większości gatunków, a co ważniejsze proporcje składników pokarmowych dobrane są w taki sposób, żeby być możliwie zbliżonymi do zapotrzebowania żółwi.

Obrazowo mówiąc “ekipie budowlanej” jaką jest organizm żółwia dajemy cegły, zaprawę i inne materiały w proporcjach i ilości takich jakie są potrzebne do wybudowania “domu” – w tym przypadku organizmu żółwia.

Tymczasem diety pseudo naturalne obrazowo możemy porównać do rzucania losowej ilości cegieł i liczeniu, że ułoży się z nich mur. Organizm żółwia – jak i każdego innego zwierzęcia przyswoi i zbuduje swój organizm na tyle na ile będzie mógł wykorzystać taką dietę, jednak w tym przypadku dużo bardziej prawdopodobne jest powstanie niedoborów.

3. Dlaczego początkujący hodowcy tym bardziej powinni ich używać?

Ponieważ nawet po przeczytaniu najlepszego internetowego poradnika nadal dostarcza swojemu żółwiowi pokarmy dobierane wręcz na oślep, na podstawie jednego czy dwóch wpisów w Internecie, które w dodatku będą sobie w wielu przypadkach zaprzeczać. Początkujący nie ma zwyczajnie doświadczenia, najczęściej nie potrafi też ocenić samodzielnie skutków obranej drogi żywieniowej.

Dlatego znacznie lepiej jest zalecić podawanie dobrej jakości karmy gotowej. Można w tym przypadku próbować się sprzeczać i dyskutować. Do mnie przemawiają jednak liczby i wieloletnie obserwacje – od 2013 roku żółwie wyklute w mojej hodowli trafiają do osób o bardzo różnym stopniu doświadczenia (wykluło się ich ponad 500, należały do 6 gatunków).

Zawsze doradzam zaaklimatyzowanie żółwia na pokarmach żywych, a po około 2-3 tygodniach przejście na karmy gotowe. Jeszcze nie zdarzyło się, żeby osoby, które zdecydowały się na zalecaną drogę zgłaszały się później z problemem niedoborów pokarmowych.

Tymczasem osób, które postanowiły iść “drogą natury” i zaleceń z Facebooka, a później zgłaszają się z problemami jest sporo. Wiele z nich nie wypływa otwarcie na forach i mediach społecznościowych gdzie “strażnicy poprawności” nie pozostawiają suchej nitki na kimś kto popełnia błędy.

4. Czy naturalna dieta nie jest lepsza?

Niestety zawsze jest to dieta pseudo naturalna – oparta o nasze wyobrażenie tego co żółw je w naturze, ponadto uwzględniając zróżnicowanie sezonowe pokarmów jakie żółwie spożywają w naturze nie jesteśmy nawet blisko odwzorowania jej zróżnicowania.

Jeżeli uważasz inaczej wynotuj pokarmy, które podałeś/podałaś swojemu żółwiowi w ciągu ostatniego miesiąca. W przypadku 95% żółwi ich liczba nie przekroczy 15. Człowiek w swojej naturze ma tendencje do upraszczania i popadania w schematy – dlatego diety pseudo naturalne w większości przypadków są zbyt ubogie.

Z drugiej można w kontrowersyjny sposób powiedzieć, że zwierzęta w naturze nie jedzą tego co powinny, a to co mogą. W większości przypadków są wręcz w delikatny sposób niedożywione, co skutkuje znacznie gorszym wzrostem i wysoką śmiertelnością w porównaniu z warunkami w hodowli.

Może być zdjęciem przedstawiającym żółw lądowy
Trachemys callirostris – bliski krewniak żółwia czerwonolicego, o którego diecie w naturze prawie nic nie wiadomo…

5. Czy żółw nie wolałby jeść bardziej zróżnicowanie?

Każde zwierzę pozytywnie reaguje na zróżnicowanie diety, jednak jest to szczęście pozorne.

Warto w tym przypadku porównać żółwia do dziecka przed którym postawimy wybór – zbilansowany obiad z wątróbką i buraczkami, czy hamburger, lody i chipsy… wybór zwierzęcia, który jest i tak bardzo pozorny nie świadczy o danym pokarmie jako o czymś czego potrzebuje czy tym, że jest to zdrowy element diety.

6. Czy żółwie od karm gotowych nie chorują na krzywicę?

Nie. Żółwie chorują na krzywicę i inne choroby niedoborowe z powodu niewystarczającej ilości witaminy D3 i wapnia w diecie. Karmy gotowe są suplementowane w taki sposób aby powstanie niedoborów było właściwie niemożliwe.

Z lat 90-tych i wczesnych 2000-nych pochodzi wiele informacji o żółwiach wodno-lądowych cierpiących na krzywicę, obecnie jest ich znacznie mniej.

Nie dlatego, że informacje o dietach pseudo naturalnych z Internetu uratowały tysiące żółwi. Prawdziwych przyczyn należy upatrywać przede wszystkim w znacznej poprawie opieki nad tymi zwierzętami (w jakimś stopniu stosowanie UVB poprawiło sytuację), ale przede wszystkim w poprawie jakości i składu dostępnych na rynku karm gotowych.

Patrząc obiektywnie w Polsce co roku sprzedaje się co najmniej kilkanaście tysięcy młodych żółwi. Wszystkie grupy na FB dotyczące tej grupy gadów zrzeszają może dziesięć tysięcy osób. W rzeczywistości większość żółwi trafiających w ostatnich latach na rynek to zwierzęta żywione karmami gotowymi i zmniejszenie się skali problemów wywołanych nieprawidłowym żywieniem jest oznaką poprawy ich jakości.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

8. Czy w karmach gotowych jest dużo “chemii”

Karma dla żółwi jest bilansowana tak samo jak dla wszystkich innych zwierząt gospodarskich towarzyszących. Normalne więc jest, że zawierają dodatki mineralne i witaminowe – powinniśmy patrzeć na nie jako coś dobrego – to one zapobiegają niedoborom!

9. W karmach gotowych są zboża – żółwie ich nie powinny spożywać?

W mojej opinii nie ma przeciwskazań, istnieją również badania potwierdzające ten fakt. Doświadczenie szeregu hodowców utrzymujących grupy kilkudziesięciu czy nawet kilkuset żółwi nie wskazują na to, żeby był to realny problem. Jedyny element jaki z punktu widzenia żywienia zwierząt można w ich przypadku uznać za negatywny to fakt, wysokiego udziału fosforu niedostępnego dla zwierząt (związanego w formie fitynianów), jednak dotyczy to każdego rodzaju materii roślinnej.

Ponadto w przypadku żółwi większym problemem byłby nadmiar fosforu…

10. A co z żółwiami roślinożernymi – np. dorosłymi żółwiami ozdobnymi, rodzajem Pseudemys?

Większość karm gotowych w swoim składzie zawiera ok 40-60% roślin w postaci zbóż i alg i innych produktów. Ponadto dzięki temu, że w ich składzie znajdują się dodatki mineralno witaminowe stanowią również dla nich dobrą podstawę diety, która może być uzupełniona świeżymi roślinami. Problemu nie stanowi również znalezienie karm gotowych z przeważającym udziałem roślin – w szczególności gdy spojrzymy na rynek karm dla ryb akwariowych.

12. Jakie ilości karm gotowych podawać?

Tu dochodzimy do podstawowego pojęcia w żywieniu zwierząt jakim jest sucha masa – każdy komponent składa się z wody i suchej masy. Składniki pokarmowe zawarte są tylko w suchej masie – nie ma ich w wodzie. Większość świeżych pokarmów ma suchą masę na poziomie 25-30%, natomiast karmy gotowe na poziomie 88-95%. Dlatego w wielkim uproszczeniu mówiąc karm gotowych podajemy ok 1/4 masy jaką byśmy podali w postaci pokarmów nieprzetworzonych, pamiętając żeby nie przekroczyć 1% masy ciała zwierzęcia w jednym posiłku i zastosować odpowiednie dla wieku zwierzęcia odstępy pomiędzy posiłkami.

14. Czy podawanie jednej karmy jest monodietą?

Nie, każda z karm które stosuję zawiera od 11 do 17 komponentów paszowych + jest uzupełniona 12-15 składnikami mineralnymi lub witaminowymi. Musimy być świadomi tego, że karmy gotowe nie są “monolitem”, są mieszankami komponentów dobranych w odpowiednich proporcjach względem siebie, żeby uzyskać zamierzony skład.

15. Dlaczego na grupach na FB o żółwiach wodno-lądowych odradza się podawanie karm gotowych jako podstawy diety?

Niestety jest to pokłosie lat 90-tych i wczesnych 2000-nych kiedy karmy były znacznie gorszej jakości. Ponadto grupy na FB mają jedną z podstawowych wad Internetu – wiedza jaka jest tam podawana nie jest w żaden sposób weryfikowana, a osoby, które ją szerzą bardzo rzadko są doświadczonymi hodowcami. Najczęściej są to hobbyści, często nawet oddani swoim zwierzętom, jednak w większości przypadków bez wystarczającej wiedzy i doświadczenia.

W sytuacjach spornych wato zapytać eksperta:
1. Na podstawie obserwacji ilu zwierząt opiera swoje twierdzenia?
2. Ile ma lat doświadczenia?
3. Czy rozmnożył któryś z posiadanych gatunków?
4. Na czym opiera swoją wiedzę?

16. Czy żółwie żywione karmami gotowymi nie rosną zbyt szybko?

Najczęściej rosną szybciej i rozwijają się lepiej niż w przypadku podawania diet pseudo naturalnych. Zwierzę młode – jeżeli zaspokoimy jego potrzeby pokarmowe rośnie tak szybko jak pozwala mu na to jego potencjał genetyczny.

Czy jest w tym coś złego? Nie, dopóki dieta jest zrównoważona i nie pojawiają się niedobory pokarmowe, a pancerz jest prawidłowo zmineralizowany.

Czy lepiej, że diety pseudo naturalne zapewniają wolniejszy wzrost? W mojej opinii nie – wolniejszy wzrost i rozwój zwierzęcia młodego jest objawem niedoborów pokarmowych. W tym momencie odpowiadamy sobie na pytanie. Dlaczego żółwie rosną wolniej gdy żywimy je w sposób udający naturę? Ponieważ dieta tego typu najczęściej jest realnie niezbilansowana i zbyt monotonna, żeby pokryć potrzeby zwierzęcia z racji samego urozmaicenia.

17. Czy dieta naturalna jest naprawdę naturalna?

Nie. Jest znacznie uboższa i niezbilansowana – dlatego w całym wpisie używam określenia pseudo naturalna – jest ona często wręcz losową mieszanką naszego wyobrażenia o tym co żółwie spożywają w naturze z pokarmami jakie są dla nas dostępne.

W sytuacji dyskusji nad tym punktem warto poprosić osobę obstającą przy dietach pseudo naturalnych o pokazanie badań na zwierzętach w naturze na jakich wzoruje żywienie swoich żółwi. Niestety w 99% przypadków nie będzie w stanie ich wskazać, a jedynie powoła się na inne odtwórcze źródła internetowe.

18. Czy znamy wymagania pokarmowe żółwi?

Na poziomie wystarczającym do hodowli hobbystycznej tak. Na poziomie potrzebnym do hodowli fermowej również – tutaj prym wiodą badania prowadzone w Chinach na żółwiakach chińskich. Upraszczając możemy uznać, że dla większości gatunków drapieżnych i wszystkożernych żółwi wodno-lądowych jakie są hodowane w Polsce odpowiednie są karmy zawierające około 45% białka ogólnego i do 10% tłuszczu surowego dla zwierząt młodych – do pół roku, dla starszych stosujemy karmy zawierające do 35% białka ogólnego i 5-7,5% tłuszczu surowego. Dla dojrzałych, nie rozmnażających się zwierząt wystarczające są poziomy 25-30% białka ogólnego i około 5% tłuszczu surowego. Rozmnażające się stada – przede wszystkim samice powinny być utrzymywane na diecie zawierającej ok 40% białka ogólnego i 7-10% tłuszczu surowego.

Z praktycznego punktu widzenia przypadku gatunków takich jak żółwie z rodzaju Pseudemys taką “bazę” do woli uzupełniamy roślinami lub możemy stosować w 50% diety a resztę uzupełniać karmami gotowymi o składzie opartym na komponentach roślinnych.

Każda z karm powinna zawierać wapń i fosfor w proporcjach 2:1 i udziale ok 2% wapnia i 1% fosforu.

19. Czy uzupełnianie diety naturalnej karmami gotowymi jest dobre?

Z założenia jest to rozbilansowywanie kompletnej diety.

Jednak w praktyce – w przypadku żółwi odżywiających się w przewadze roślinnością część łatwo dostępnych karm ma zbyt wysoki poziom białka ogólnego i tłuszczu surowego w związku z tym stosujemy tzw. efekt rozcieńczenia.

W przypadku żółwi żywionych głównie świeżymi komponentami podanie karm gotowych zawsze ma pozytywny wpływ – w największym skrócie zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia niedoborów pokarmowych.

20. Jakich karm gotowych używam?

Podstawę diety moich żółwi w zależności od gatunku stanowią karmy gotowe firm takich jak Aller Aqua, Tropical, Hikari i Zoomed (pierwsze zdjęcie we wpisie). Konkretne produkty zależą od gatunku i wieku zwierząt. Część z nich otrzymuje mieszaninę 2 lub 3 rodzajów karmy żeby łatwiej było trafić w odpowiedni poziom białka ogólnego czy tłuszczu surowego w diecie.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Efekty żywienia karmami gotowymi – drobna część młodych wyklutych w sezonie lęgowym 2020

* Słowo granulat jest tu ujęte jako ujednoznacznienie – większość karm dla żółwi jest tak naprawdę ekstrudatami – granulacja najczęściej nie daje wystarczającej stabilności cząstek paszy w wodzie.

Sezon na żółwie inwazyjne uważam za otwarty…

Kilka dni temu trafił do mnie pierwszy żółw inwazyjny odłowiony w tym sezonie. W poniedziałek dostałem dwa telefony o żółwiach na wolności w centrum Poznania, w środę odbieram kolejnego potrzebującego domu, a jeszcze jeden jest w kolejce… Sezon się zaczął.

Osobnik na zdjęciu to dość stary samiec żółwia czerwonolicego, po oględzinach mogę powiedzieć, że ma co najmniej 25 lat, pojawił się u niego wtórny melanizm – uwielbiam tę cechę w Trachemys scripta. Dorósł kolosalnych jak na samca 21 cm długości pancerza i 1360 gramów. Trafił do Polski w największej fali importu swojego podgatunku w połowie lat 90-tych.

W sumie to były dobre czasy – problematyczny był jeden gatunek. Obecnie coraz większym kłopotem są żółwie z rodzaju Pseudemys. Dorastają niemalże dwukrotnie większych rozmiarów niż żółw czerwonolicy. Ciekawe gdzie one znajdą domy…

Żółw wodny, wodno-lądowy czy lądowo-wodny? Czyli ile wody powinno być w akwaterrarium? No i zapomniana / zaniedbana cześć lądowa…

UWAGA! Kluczowa część wpisu na samym końcu – oryginalnie miał być o tym dlaczego żółwie chińskie (Mauremys reevesii) są w Polsce źle utrzymywane, a zrobił się dużo dłuższy i wielowątkowy post.

W polskiej terrarystyce wiedza dotycząca chowu żółwi (dla uproszczenia nazwijmy je wszystkie) wodno-lądowych uległa znacznej poprawie – około 15-20 lat temu. W niektórych kwestiach postęp jest ciągły – na przykład w zakresie oświetlenia zbiorników. Kto w roku dwutysięcznym słyszał o metahalogenach? Czy filtracji – obecnie filtry kubełkowe są standardem w większości akwaterrariów, wtedy woda w akwaterrariach była dosłownie śmierdzącym tematem. Wtedy też mówiono bardzo głośno o tym, że akwaterrarium ma być właściwie zawsze jak największe i jak najgłębsze. W sumie wiele w tym prawdy – zwierzęta powinny mieć jak najwięcej przestrzeni!!! Jednak było to w momencie kiedy w Polsce poza żółwiami ozdobnymi (Trachemys scripta) nie było właściwie innych gatunków, i kiedy 200 litrowy lub większy zbiornik był prawdziwą rzadkością.

Odchodząc na chwilę od tematu właśnie uświadomiłem sobie, że mój pierwszy żółw czerwonolicy trafił do mnie praktycznie równe 25 lat temu. Jedynym źródłem wiedzy jakie było wtedy dla mnie dostępne była książka Hanny i Antoniego Gucwińskich “Zwierzęta w naszym domu” gdzie na “aż” 2 stronach opisano żółwia czerwonolicego, kolejne dwie zdobycze – “Zwierzęta w terrarium” autorstwa Cyryla Przybyszewskiego i “Żółwie ozdobne” Fritza Frohlicha to były milowe kroki. Chyba przez godziny spędzone na oglądaniu zdjęć w tej ostatniej większość moich żółwi stanowią gatunki z obu Ameryk a rodzaje Trachemys i Chrysemys są dla mnie definicją tego jak żółw powinien wyglądać. W tamtej rzeczywistości zdjęcie plastronu żółwia malowanego (Chrysemys picta belli) robiło piorunujące wrażenie!

Obecnie mamy powszechny dostęp do Internetu, i szeroki dostęp do dużej ilości, często sprzecznych informacji dotyczących utrzymania żółwi. Różnie bywa z ich jakością, jednak po latach dominacji forów internetowych obecnie “królują” grupy na Facebooku. Jednak spora część informacji jaka jest na nich dostępna pomimo nowej formy podania ma nadal te 15-20 lat, a od tamtego czasu wiele się zmieniło – począwszy od dostępności pokarmów – obecnie na rynku pojawia się coraz więcej dobrej jakości gotowych karm pełnoporcjowych. Przez co uparte forsowanie żywienia “naturalnego” (tak naprawdę pseudonaturalnego) należy uznać za coś co powinno mieć miejsce na coraz mniejszą skalę – o tym będzie post po nowym roku. Skończywszy na dostępności gatunków. Dwadzieścia pięć lat temu w sklepach zoologicznych dostępne były żółwie czerwonolice, czasem żółtobrzuche sprzedawane jako żółtolice i najrzadziej prawdziwe żółtolice. A gdy ktoś kupił żółwia ostrogrzbietego mógł mówić o prawdziwym szczęściu. Dosłownie jednostki posiadały inne gatunki. Dlatego stwierdzenie wtedy, że im głębsze akwaterrarium tym lepsze, a cześć lądowa służy tylko do wygrzewania było zbliżone do prawdy. Obecnie, zwiększona dostępność gatunków zmusza nas (a raczej powinna motywować!) do rewidowania poglądów na temat utrzymania niektórych z nich. I teraz dochodzimy do sedna wpisu.

Za żółwie wodno-lądowe uznajemy ponad 200 gatunków – właściwie wszystko co nie jest typowym żółwiem lądowym. Tymczasem udział czasu spędzanego przez te żółwi w wodzie, i na lądzie jest bardzo zróżnicowany.

Mamy szereg doskonałych pływaków, gdzie skrajnym przykładem może być żółw dwupazurzasty (Carettochelys insculpta). Gatunek słodko, niekiedy słonawo wodny – o budowie żółwia morskiego. Dla niego część lądowa jest właściwie zbędna poza okresem lęgowym (swoją drogą warto poczytać o fenomenalnej stymulacji klucia u tego gatunku). W tym przypadku ograniczenia w ilości wody właściwie nie istnieją, a utrzymywanie tego gatunku w mniej niż tonie wody uważam za naruszenie jego dobrostanu – niezależnie wręcz od wieku – to zwierzę przystosowane właściwie tylko do aktywnego pływania.

Żółwie dwupazurzaste – ekspozycja ogrodu zoologicznego w Ostrawie. Należy zwrócić uwagę na budowę przednich kończyn przekształconych właściwie w płetwy.

Na mniejszą skalę, ale żółwiem o zdecydowanie wodnym trybie życia jest Emydura subglobosa. Gdzie właściwie wszystkie typy zbiorników zalewamy do pełna i konieczna jest nadbudówka, żeby dać odpowiedni komfort zwierzętom, a równocześnie zabezpieczyć akwaterrarium przed ich ucieczką. O ile ten gatunek radzi sobie na lądzie całkiem dobrze, to widoczne jest, że woda jest jego “domyślnym środowiskiem”. Obrazuje to doskonale budowa kończyn, gdzie warto zwrócić uwagę separację palców i rozpiętą między nimi błonę pławną zwiększającą powierzchnię dłoni i stopy dla jak najlepszej efektywności pływania. Połączenie pomiędzy palcami ma charakter właściwie tylko skórny (warto zwrócić uwagę na ich niewielką grubość – światło prześwitujące przez błony na przednich kończynach), nie stanowiący podparcia dla stopy czy dłoni żółwia, przez co nasuwa się jasny wniosek że głównym celem tej modyfikacji budowy kończyny jest usprawnienie pływania.
Kończyny przednie:

Kończyny tylne:

Dlatego urządzając zbiornik dla Emydura subglobosa należy część wodną potraktować jako priorytetową. Część lądowa powinna być wygospodarowana w sposób, który nie umniejsza wymiarów basenu. Co więcej w tym przypadku o ile nie mamy do czynienia z dojrzałą płciową samicą podłoże w niej jest właściwie zbędne. Nawet one jednak są niewybredne w poszukiwaniu miejsc do gniazdowania – najczęściej składają jaja w pierwszym miejscu w którym znajdą odpowiednią ilość podłoża.

Kolejną grupą dobrze pływających żółwi są rodzaje Trachemys, Pseudemys, Graptemys i Chrysemys – amerykańskie żółwie o dość zbliżonej biologii, które wykorzystują część lądową głównie do wygrzewania się, najczęściej nie odbywając na niej zbyt długich wędrówek. Angielska nazwa części z nich “slider” co można w wolnym tłumaczeniu uznać za odpowiednik słowa “ślizgacz” związana jest z charakterystycznym behawiorem tych żółwi na lądzie. Wygrzewają się na pływających kłodach i brzegach zbiorników w miejscach z których w razie potrzeby w szybki sposób się ześlizgują lub wbiegają do wody żeby się ukryć przed potencjalnymi drapieżnikami. W ich przypadku budowa kończyn chociaż nie jest aż tak przypominająca płetwy jak w dwóch poprzednich przykładach charakteryzuje się dobrym (choć mniejszym) wyodrębnieniem palców – podkreśla typowo wodny tryb życia zwierzęcia i potrzebę głębokiego zbiornika. Jednak widoczne jest znacznie większe zrogowacenie skóry i mniejsza rozpiętość błon pławnych – szczególnie w przypadku przednich kończyn wskazują na dobre przystosowanie do poruszania się po lądzie.

Kończyny przednie Trachemys decussata angustata – widoczne znacznie mniejsze wyodrębnienie palców i dobrze rozwinięta błona pławna.

Budowa kończyn tylnych – rozwinięte błony pławne czynią jednak z żółwi ozdobnych i im pokrewnych gatunki dobrze pływające. Kiedy stopa jest podkurczona – widoczny jest “nadmiar” skóry, który daje dużą powierzchnię po rozprostowaniu śródstopia i palców.

Przy okazji warto wspomnieć gatunki typowo wodne o niskiej aktywności – właściwe nie pływające w toni. Żółwie jaszczurowate i sępie pomimo spędzania niemalże całego życia w wodzie nie są przystosowane do aktywnego pływania. Zaliczane są do tzw. bottom walkerów – żółwi poruszających się poprzez chodzenie po dnie zbiornika. W ich przypadku głębokość wody nie powinna przekraczać tej w jakiej zwierzę jest w stanie opierając się na tylnych kończynach dosięgnąć powierzchni w celu zaczerpnięcia powietrza, a w zbiorniku powinny znaleźć się też wypłycenia umożliwiające to z pozycji “leżącej”.

Masywne łapy obu gatunków przystosowane są do chodzenia i rozszarpywania ofiary, a nie pływania, dlatego w ich przypadku, a w szczególności dla młodych nie zaaklimatyzowanych osobników stwierdzenie “czym głębiej tym lepiej” nie ma zastosowania w zupełności.

Kończyny żółwia sępiego, tylna po lewej stronie, przednia po prawej (zdjęcia autorstwa Błażeja Madejczyka). Należy zwrócić uwagę, że pomimo obecności błon pławnych masywność kończyn i całego zwierzęcia czyni z niego jedynie epizodycznego pływaka.

Jednak nie wszystkie żółwie, które słabo pływają charakteryzują się takim trybem życia. Niemalże odwrotnością są pelomeduzy afrykańskie (obecnie grupa gatunków wcześniej klasyfikowana jako Pelomedusa subrufa). Są to żółwie przebywające głównie w płytkiej wodzie, a znaczną część roku spędzające na lądzie – w szczególności w porze suchej kiedy wędrują pomiędzy wysychającymi zbiornikami i w ekstremalnych przypadkach estywują (przechodzą sen letni) zakopane w podłożu. Pozornie pelomeduzy mają predyspozycje do dobrego pływania – charaktertystyczny dla żółwi wodno-lądowych spłaszony grzbieto-brzusznie pancerz. Jednak budowa łap wskazuje, że mamy do czynienia z gatunkiem dobrze przystosowanym do wędrówek lądowych.

Zarówno przednie jak i tylne łapy Pelomedusa subrufa zbudowane są w sposób bardziej typowy dla żółwi lądowych – krótkie, masywne, słupowate; również wyszczególnienie palców jest tu bardzo słabe a błony pławne rozwinięte w niewielkim jedynie stopniu.

Co więcej, żółwie te są przystosowane behawioralnie do dalekich wędrówek i okresów przebywania poza wodą, w ich przypadku część lądowa nawet w niewoli jest wykorzystywana do estywacji (najdłuższy okres przebywania w zupełnym zakopaniu w mojej hodowli wynosił niemalże 3 miesiące). Co więcej, w okresie lęgowym samice nawet gdy warunki do składania jaj nie zmieniają się znacznie bardziej intensywny niż inne gatunki sposób poszukują miejsca do składania jaj. Prawdopodobnie w naturze składają je dopiero po kilkukilometrowej wędrówce rozsiewając w znacznym stopniu lęgi po terenach oddalonych od zamieszkiwanego zbiornika w celu zwiększenia prawdopodobieństwa przeżycia młodych w ekstremalnych warunkach z jakimi spotyka się ta grupa gatunków w subsaharyjskiej Afryce.

O ile w przypadku wcześniej opisanych gatunków możemy mówić o dyskomforcie w przypadku nieprawidłowego urządzenia zbiornika to dla Pelomeduz, które dość licznie importowano (mniej więcej od 2010 do 2015 roku) zbyt wysoki poziom wody w akwaterrarium kończył się dość często utopieniem. Dlatego w ich przypadku nawet dojrzałe, w pełni wyrośnięte osobniki należy utrzymywać przy poziomie wody do 20-25 cm. Większość przypadków utopienia zdarzała się w chwilę po wpuszczeniu zwierząt do zbiornika. Prawdopodobny mechanizm tych wypadków opiera się o to, że przestraszone zwierzęta wydychały powietrze z płuc przez co ich wyporność znacznie spadała, niskie dostosowanie kończyn do pływania sprawiało, że większość osobników nie była w stanie dopłynąć samodzielnie do tafli wody na poziomie 45-50 cm (głębokość wody przy zalanym w pełni standardowym akwarium o pojemności 200l). Jeżeli dopływały do powierzchni po pierwszym wdechu nabierały pływalności i dalej radziły sobie w wodzie nie najgorzej.

Oczywiście w tym momencie należy wspomnieć, że problem mogło by rozwiązać ostrożne wpuszczanie żółwi i duża ilość elementów, po których mogłyby się wspiąć do tafli wody. W teorii tak, w praktyce do identycznej sytuacji dochodzi kiedy do wody wpada na oślep spłoszony, wygrzewający się wcześniej żółw, a obserwując kilkukrotnie żółwie w takich sytuacji widziałem, że nie korzystają one wtedy z rozwiązań “logicznych” i ułatwiających wspięcie się do powierzchni wody, a jedynie panicznie próbują dopłynąć do tafli opadając na dno po kilku minutach wyczerpane.

Również zaniedbanie wielkości i głębokości części lądowej może mieć tragiczne w sobie skutki. Pelomedusy składają jaja znacznie głębiej niż ma to miejsce w przypadku żółwi należących do rodziny Emydidae – samice kopiąc komorę lęgową zakopują się same do niemalże przednich kończyn składając pierwsze jaja w pozycji pionowej. Dlatego jeżeli mamy dojrzałe osobniki część lądowa musi mieć podłoże głębokie na co najmniej 20-25 cm (zdarzało się, że stosowałem głębszą część lądową niż wodną). Co więcej nie wystarczy jej niewielka powierzchnia, najczęściej samice nie składają jaj jeżeli jej wymiary to mniej niż 50×50 cm. Jeżeli nie spełnimy tych warunków możliwe są dwa rozwiązania:
1. Samica składa jaja do wody, cała grupa żółwi je zjada, kolejne zniesienie następuje dopiero w kolejnym roku.
2. Dochodzi do środowiskowego zatrzymania jaj w ciele samicy, co kończy się w najlepszym wypadku zniesieniem wymuszonym podaniem oksytocyny, w najgorszym potrzebą ich chirurgicznego usunięcia razem z jajnikami i jajowodami lub śmiercią zwierzęcia.

Problem jest o tyle duży, że pelomeduzy potrzebują ok 2 – 3 miesiące na pełne zaakceptowanie części lądowej i wcześniej właściwie nie ma szans, że złożą jaja po zmianie. W zwiazku z czym wszelkie doraźne zmiany – po stwierdzeniu chęci złożenia jaj przez samicę najpewniej skończą się niepowodzeniem.

Dopiero w końcowej części wpisu dochodzimy do gatunku z myślą o którym został on pomyślany – czyli żółwia chińskiego (Mauremys reevesii), czyli jednego z najczęściej importowanych do naszego kraju żółwi w ostatnich latach (w sumie dopiero 2020 przerwał jego dominację na rzecz Pseudemys nelsoni i jego bliskich krewnych oraz Trachemys venusta). Żółwie chińskie są chyba gatunkiem, którego utrzymanie w naszym kraju jest najbardziej niezgodne z jego naturalnym trybem życia. Większość akwaterrariów dla nich jest wręcz kalką zbiorników dla żółwi ozdobnych – z niewielką częścią lądową i głęboką wodną. Tymczasem w naturze jest on znajdowany właściwie tak samo często na lądzie co w wodzie (warto spojrzeć w publikację cytowaną na końcu wpisu). Jako jeden z niewielu żółwi wodno-lądowych aktywnie poszukuje pokarmu na lądzie, i jest w stanie jego niewielkie ilości przyjmować poza wodą – większe kęsy zanosi do wody.

Dlaczego jest to najmniej “wodny” z często spotykanych gatunków żółwi wodno – lądowych?

Tu po raz kolejny należy przyjrzeć się jego anatomii:

Pancerz żółwia chińskiego (po lewej) jest w znacznie większym stopniu wysklepiony – przypomina pancerze żółwi lądowych w większym stopniu niż dobrze pływających żółwi wodno-lądowych (Trachemys decussata angustata, zdjęcie po prawej) których karapaks ma spłaszczony kształt.

Przez ten typ budowy jednoznacznie można powiedzieć, że nie jest to żółw szybko i sprawnie pływający. Bardziej przypomina swoim kształtem brodzące terrapeny z obu Ameryk i azjatyckie kuory zwane też pudełecznikami. W ich przypadków stosuje się znacznie płytsze i rozleglejsze akwaterraria niż dla gatunków o bardziej wodnym trybie życia, podobnie powinno być dla żółwi chińskich.

Przednie kończyny Mauremys reevesii chociaż nie są tak masywne jak w przypadku pelomedus posiadają jedynie niewielkie błony pławne, palce są rozdzielone, ale możliwość ich rozszerzenia w formę płetwy ograniczona. Dodatkowo samo śródręcze jest niewielkie a powierzchnia dłoni mała.

Tylne kończyny również posiadają niewielką powierzchnię, słabo rozwinięte błony pławne i w znacznie większym stopniu przystosowane są do poruszania się po dnie zbiornika i lądzie niż pływania w toni wodnej.

Dodatkowo poza cechami anatomicznymi ich behawior dużo mówi o naturalnym trybie życia i “strefach komfortu”. Jeżeli udostępnimy żółwiom chińskim obszerną część lądową widoczne są szybkie zmiany w ich zachowaniu – zaczynają ją eksplorować, zakopywać się w podłożu – potrafią tak przebywać niekiedy kilka dni. Nie wykorzystują jej jedynie jako strefy do wygrzewania a istotny element swojego życia.

Dlatego w przypadku żółwi chińskich należy stwierdzić, że to nie ilość wody, czy głębokość akwaterrarium a powierzchnia dna mówi o komforcie zwierzęcia. A nawet można się pokusić o stwierdzenie, że wymiary dna zalecane dla większości żółwi, gdzie długość zbiornika ma stanowić pięciokrotność długości pancerza a szerokość jego trzykrotność należało by zmodyfikować. Prawdopodobnie powinniśmy zalecać wymiary będące 4 i 8 krotnością długości pancerza zwierzęcia.

Jednak głębokość wody w jakiej żółwie utrzymujemy ten gatunek nie powinna zwiększać się tak szybko jak w przypadku innych gatunków. Jej poziom odpowiadający 1-1,5 długości pancerza żółwia wydaje się optymalny (1,5 dla młodych osobników, bliżej 1 dla starszych). Dodatkowo niemalże obowiązkowym elementem powinno być podłoże w części lądowej, które bardzo wzbogaca gamę zachowań i stanowi świetną kryjówkę dla zwierząt. Część lądową można zalecić jako co najmniej 3 x 3 długości pancerza zwierzęcia, co sprawia, że mówimy o zupełnie innych potrzebach żółwi niż dotychczas.

Podsumowując:
Akwaterrarium dla 15 cm żółwia chińskiego jakie uważam za optymalne dla jego dobrostanu powinno mieć co najmniej 60×120 cm, głębokość wody w granicach 15-20 cm, a co najważniejsze część lądowa nie powinna być mniejsza niż 45×45 cm i zawierać podłoże o głębokości 10-15 cm. Jednak jeżeli mamy możliwość zbiornik powinien być urządzony w proporcjach niemalże 50:50 uwzględniając część lądową i wodną.

Należy podkreślić, że dla gatunków takich jak Mauremys reevesii powierzchni dna w przeciwieństwie do taksonów lepiej przystosowanych do aktywnego pływania nie zastąpimy podniesieniem poziomu wody. Chcąc zwiększyć komfort zwierzęcia zwiększamy powierzchnię zarówno części wodnej jak i lądowej.

Lądowy tryb życia pojawia się u żółwi chińskich wraz z wiekiem – coraz większe zainteresowanie podłożem i eksploracją poza wodą wykazują osobniki starsze niż 2 – 3 lata. W przypadku młodych dla bezpieczeństwa i komfortu zwierząt wystarczyć może obniżony w stosunku do obecnych “zaleceń” poziom wody i zwiększona powierzchnia dna (świetnie sprawdzają się tu największe, płaskie modele samli z Ikea) , dla osobników starszych za właściwe powinno uznawać się wprowadzenie części lądowej z podłożem o dużej powierzchni i głębokości umożliwiającej całkowite zakopanie się zwierzęcia.

Dla zobrazowania wielkości części lądowej o jakiej mówimy zamieszczam zdjęcie poniżej. Osobnik widoczny na zdjęciu kilkukrotnie w ciągu dnia zakopywał się i odkopywał zupełnie.

Wpis okazał się bardzo długi, ale mam nadzieję że będzie motywacją do przemyśleń i nie trzymania wszystkich gatunków żółwi “na jedno kopyto, jak czerwonolicego”.

Dodatkowo zachęcam do pamiętania, że docelowe akwaterraria nie są właściwe dla młodych żółwi – nowo zakupionych, czy wyklutych – dla nich zbiornik rośnie razem z żółwiem, ale to znowu temat na osobny wpis.

Literatura:
Takashi Haramura , Machiko Yamane & Akira Mori (2010) Radiotelemetric
Study of Movement Patterns of Lotic Freshwater Turtles during Breeding and Hibernation Seasons,
Journal of Freshwater Ecology, 25:2, 251-259, DOI: 10.1080/02705060.2010.9665075

Coraz ciekawsze odkrycia w obrębie żółwi ozdobnych (Trachemys scripta)

Żółwie ozdobne (Trachemys scripta) to chyba najpospolitszy gatunek żółwia na Ziemi – zarówno w środowisku naturalnym, wśród zwierząt hodowanych przez człowieka i zdziczałych. Wydawało by się, że w tak dobrze poznanym taksonie niewiele może się zmienić, jednak odkrycia opublikowane w ciągu ostatniego roku wydają się robić trochę zamieszania.

Klasyczna systematyka w oparciu o morfologię wyróżnia 3 podgatunki żółwia ozdobnego. Nominalny – żółw żółtobrzuchy (Trachemys scripta scripta), najpopularniejszy i o największym zasięgu żółw czerwonolicy (Trachemys scripta elegans) oraz najrzadziej spotykany w niewoli i o najmniejszym naturalnym zasięgu żółw żółtolicy (Trachemys scripta troosti). Jako “biały kruk” przedstawiana często była populacja tak zwanych “Rio Grande RES” czyli żółwi czerwonolicych w dorzecza rzeki Rio Grande, które odznaczały się najbardziej kontrastowym ubarwieniem, jednakże nigdy nie mówiono o nim jako o podgatunku a jako o formie lokalnej.

I tak sobie było do początku 2020 roku.

Jako pierwsza ukazała się praca opublikowana w Vertebrate zoology (ilustracja poniżej), w której uznano, że genetyczne podłoże zróżnicowania pomiędzy podgatunkami jest bardzo słabe. Jednakże jeżeli już je uznawać za istniejące, to należało by utworzyć czwarty z nich dla podgatunku zachodniego (populacja z Rio Grande), który jest tak samo (tak samo słabo…) wyróżniający się jak szeroko uznawany T. s. troosti. Jednak autorzy optowali generalnie za pozostawieniem wszystkich 4 populacji jako morfologicznie różnych i ze względu na ochronę ich odrębności (choć bardzo niewielkiej) w środowisku naturalnym jako osobnych taksonów. Co ciekawe zauważyli, szereg cech łączących populację zachodnią z Trachemys gaigea, jednakże uznali, że nie jest to efekt obecnej, bezpośredniej hybrydyzacji.

Żródło ilustracji Vamberger, M., Ihlow, F., Asztalos, M., Dawson, J. E., Jasinski, S. E., Praschag, P., & Fritz, U. (2020). So different, yet so alike: North American slider turtles (Trachemys scripta). VERTEBRATE ZOOLOGY70(1), 87-96.

Praca, która ukazała się niewiele później w Molecular Phylogenetics and Evolution w dużej mierze potwierdziła powyższe odkrycia, sugerując jednak nie uznawanie T.s.troosti jako osobnego podgatunku – uważają go za fomę pośrednią pomiędzy T.s. elegans a T. s. scripta – występującą na styku tych dwóch podgatunków. Autorzy obstają równocześnie przy zaznaczeniu udziału T. gaigeae w tworzeniu populacji systemu rzecznego Rio Grande – Pecos, ale sugerują pozostawienie jej jako formy w obrębie T. s. elegans. Nie rewidują równicześnie statusu T. gaigeae – nie proponują włączenia go w poczet podgatunków Trachemys scripta. Niestety zauważają również zanieczyszczenie genetyczne populacji dzikich osobnikami antropogenicznymi (wypuszczanymi na wolność) i ich potomstwo na terenie występowania “czystych” podgatunków.

Źródło ilustracji: Parham, J. F., Papenfuss, T. J., Sellas, A. B., Stuart, B. L., & Simison, W. B. (2020). Genetic variation and admixture of red-eared sliders (Trachemys scripta elegans) in the USA. Molecular Phylogenetics and Evolution145, 106722.

We wnioskach z obu publikacji możemy znaleźć informacje, iż najpewniej tak niewielka różnorodność genetyczna, a równocześnie obserwowana odrębność morfologiczna form żółwia ozdobnego jest spowodowana ich bardzo szybkim rozprzestrzenianiem się w okresie zaraz po Epoce Lodowcowej i ewolucyjnie młodych linii genetycznych jakie my rozpoznajemy jako podgatunki.

Na zakończenie okładka Verebrate Zoology ilustrowana zdjęciem zachodniej formy Trachemys scripta elegans.

VZ 70 (1) 2020

Czym jest/będzie ta strona

Od ponad 20 lat zajmuję się chowem i hodowlą żółwi. Gdy zaczynałem w połowie lat 90-tych dostępne źródła wiedzy można było policzyć na palcach jednej ręki. Obecnie wszechobecny internet pozwala na niemalże nieograniczone wyszukiwanie danych. Jednakże ich prawidłowa ocena i “filtracja” często przysparzają wiele trudności – szczególnie początkującym opiekunom żółwi. Codziennie odpowiadam na kilka – kilkanaście wiadomości dotyczących opieki nad żółwiami – z racji wielu powtarzających się pytań postanowiłem podstawowe informacje zamiescić na stronie internetowej/blogu – tak aby były one dostępne dla każdego i zawierały wiedzę już zweryfikowaną.

Wszelkie treści mojego autorstwa opublikowane na stronie mogą być używane niekomercyjnie w formie cytowania po uzyskaniu zgody autora (kontakt: mkjrawski@gmail.com) i z podaniem źródła.